dziś: 2018-10-18

Rok 1918. Odzyskanie Niepodległości - wystawa w Domu Kultury

2018-09-01

Ewa Pietraszek i Adam Safaryjski z biura programu „Nieskończenie Niepodległa” omawiali również idee archiwistyki społecznej, by zachęcić mieszkańców Kęt do działań na rzecz zachowania dziedzictwa swojego regionu. Jak podkreślili kuratorzy, pomysł na archiwistykę społeczną w Ośrodku KARTA ma swoje źródło w wydarzeniach z 2002 roku? Wtedy to zespół KARTY ocalił od zapomnienia zbiory Towarzystwa Przyjaciół Pamiętnikarstwa (200 tysięcy indywidualnych zapisów), wydobywając je z nieogrzewanego garażu w pałacowym parku w Rudnie. 19 września 2002 załadowano wszystkie materiały na dwie ciężarówki, które zawiozły zbiór do Archiwum Akt Nowych.

Wystawa „ROK 1918. ODZYSKANIE NIEPODLEGŁOŚCI” w sposób chronologiczny i na podstawie starannie wyselekcjonowanego materiału źródłowego oraz najciekawszych zdjęć historycznych i innych elementów graficznych przedstawia węzłowe momenty procesów rozgrywających się na ziemiach polskich w ostatnim roku I wojny wraz z ich kluczowym dopełnieniem – odrodzeniem po 123 latach niewoli państwa polskiego. Każda plansza, oprócz archiwalnych zdjęć, zaopatrzona jest w krótki komentarz merytoryczny, nakreślający kontekst obrazowanych wydarzeń oraz tekst źródłowy (fragment dzienników, wspomnień, listów, dokumentów z epoki), będący osobistym komentarzem świadków historii do opisywanych procesów dziejowych. Co ważne narracja wystawy skoncentrowana jest na ówczesnych relacjach świadków historii i nie zawiera współczesnego komentarza.

Wystawę można oglądać w Domu Kultury w Kętach do 15 września.

Kuratorem wystawy jest Adam Safaryjski, kulturoznawca i redaktor kwartalnika „KARTA”, kurator m.in. wystawy „From Poland with love” opowiadającej poruszającą historię wdzięczności Polaków za pomoc Stanów Zjednoczonych w odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku.

Podczas spotkania w Domu Kultury w Kętach wspomniana została też Księga Stulecia Niepodległości, która ukaże się we wrześniu br. Przedstawia ona historię Polski w okresie od stycznia 1918 do maja 2018 w ścisłym kontekście niepodległości. Metodą montażu świadectw – chronologicznej kompozycji wyrazistych fragmentów źródeł historycznych – zaprezentowanych jest 60 tematów, zasadniczych dla odzyskiwania, ustanawiania, wzmacniania, osłabiania, tracenia, planowania… bytu niepodległego Rzeczpospolitej.

Zaprezentowany został także portal Nieskończenie Niepodległa – Ludzie, który zawiera największy imienny spis społeczeństwa II Rzeczypospolitej. To 5,5 mln autografów, które kilka lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości złożyli polscy obywatele pod Deklaracją Podziwu i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych, w podzięce za pomoc w stanowieniu Niepodległej. W przedstawionym filmie można było dowiedzieć się, w jaki doszło do odnalezienia Deklaracji.

- 111 tomów, które przywracają pamięć. "Jedyne świadectwo, że te osoby w ogóle istniały" Niezwykły dokument, który przedstawia historię walki o wolność. Podpisy tych, którzy przeżyli wojnę można obejrzeć w internecie. Często to jedyna pamiątka po nich, bo później wielu z nich nie miało już tyle szczęścia. Dzięki projektowi "Klasa 1926", który zgłębił tajemnice skrywane w "Polskiej Deklaracji o Podziwie i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych" można odszukać swoich przodków. Deklaracja jest punktem odniesienia dla wszystkiego, co zdarzyło się dalej – mówi Zbigniew Gluza, prezes Ośrodka KARTA.

Prezydent Mościcki, marszałek Piłsudski, a z nimi pięć i pół miliona Polaków. Czesław Miłosz - jako uczeń Gimnazjum Państwowego w Wilnie; Jan Karski - wtedy Kozielewski - w szkole powszechnej w Łodzi; Irena Sendlerowa z domu Krzyżanowska; Tadeusz Kantor; Danuta Szaflarska; Irena Kwiatkowska i Bruno Schulz - jako nauczyciel rysunku i robót ręcznych w państwowym gimnazjum w Drohobyczu - w 1926 roku wszyscy podpisali "Polską Deklarację o Podziwie i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych". - Widać, że bardzo się starali wyglądać jak najlepiej. Białe kołnierzyki, garniturki, za duże buty - zapewne pożyczone od starszego rodzeństwa, bo zwykle takie dzieci chodziły boso - opowiada o zdjęciach z 1926 roku Zuzanna Schnepf-Kołacz, badaczka Holokaustu i współpracowniczka Ośrodka KARTA. - Ludzie chcieli wyglądać jak najlepiej, podpisywali się starannie i układali wiersze. Kolejne strony ozdabiali rysunkami – dodaje. Zuzanna Schnepf-Kołacz bada te strony od kilku miesięcy. Przejrzała już prawie wszystkie trzydzieści tysięcy. - To było dla mnie bardzo poruszające, że możemy zobaczyć z lotu ptaka tę Polskę, jak ona wyglądała w 1926 roku, kiedy to było młode, odradzające się państwo – mówi. Jak przypomina, Polska liczyła wtedy 16 województw. Wśród nich m.in. wileńskie i wołyńskie. Każde z symboliczną kartą tytułową, która wiele mówi o regionie. W Lublinie zderzały się dwa światy: Żydów i Polaków. Kolory stworzonej mapy oddają wielokulturowość tamtych czasów. W powojennej biedzie w jednej klasie na kartach Deklaracji podpisywały się dzieci rożnej narodowości: Polacy, Żydzi, Ukraińcy, żyli wspólnie.

Akcja objęła całą Polskę. Bez internetu, w powojennej biedzie. - To wzrusza ogromnie. To jest czyste, bezinteresowne, nie kryją się za tym jakieś szczególne interesy. Po prostu ludzka wdzięczność – podkreśla Ryszard Schnepf - historyk i były ambasador Polski w USA. W Deklaracji czytamy: "(…) za podawaną przez was w imię ludzkości pomoc wszelakiemu w Polsce podczas wojny cierpieniu - a nade wszystko za ratowanie od głodu i chorób dzieci - w dniu waszego święta narodowego chcemy dzielić z wami radość i życzyć waszemu państwu i waszemu narodowi jak najpomyślniejszego rozwoju na przyszłość. (...) Niech żyją Stany Zjednoczone Ameryki!"

- Mieliśmy za co dziękować. Po pierwszej wojnie światowej Amerykanie przekazali nam pomoc wartą dziś kilka miliardów dolarów. Oprócz zboża były to też maszyny rolnicze, zwierzęta, które można było rozdać rolnikom, ubrania, dożywianie dzieci - mówi Grażyna Żebrowska, dyrektor Biblioteki Polskiej w Waszyngtonie. - Ta misja amerykańska przyjęła założenie, że każde dziecko i każda kobieta w ciąży lub mająca małe dziecko musi mieć jeden ciepły posiłek dziennie. To była pomoc ratująca życie - dodaje Zbigniew Gluza, prezes Ośrodka KARTA.

Grażyna Żebrowska z Biblioteki Polskiej w Waszyngtonie przyznaje, że była zaskoczona, kiedy kilkanaście lat temu ktoś pokazał jej Deklarację w oryginale. - Pomyślałam: ja, osoba wykształcona, w ogóle nie wiem, że coś takiego powstało – wspomina, tłumacząc, że w szkole o tej pomocy nie uczyli. - Oryginały są w Bibliotece Kongresu Stanów Zjednoczonych. W latach 90. odnaleźli je bibliotekarze, którzy robili porządki w magazynach. Nagle zobaczyli jakąś dziwną kolekcję, ogromną w swoich rozmiarach, bo niektóre tomy tej Deklaracji, są duże jak biurko - opisuje Krzysztof Willmann, inicjator projektu "Klasa 1926".

Po 80 latach Deklaracja dostała drugie życie. Do sieci trafiło 13 tomów. I znowu zapadła cisza. Przerwał ją Krzysztof Willmann - badacz historii, od lat zafascynowany twórczością Brunona Schulza. Pięć lat temu zaczął szukać jego śladów w Stanach Zjednoczonych. - Po tym, jak znalazłem w Nowym Jorku kilka ciekawych materiałów, to stwierdziłem: spróbujmy w bibliotece Kongresu Amerykańskiego, może coś będzie. Wbiłem słowo "Poland" w wyszukiwarce i pojawiła się Polska Deklaracja o Podziwie i Przyjaźni - opowiada. Willmann odkrył Deklarację, a z nią podpisy nie tylko Brunona Schulza, ale także swoich krewnych. Ktoś dał mu kontakt do znajomego w Waszyngtonie. - Tak zaczęła się moja znajomość z Samem Ponczakiem - mówi.

Samuel Ponczak urodził się w Polsce. Jest Żydem, przeżył getto, a potem Syberię. Po wojnie wrócił do Polski, ale znowu musiał z niej uciekać. W Deklaracji zobaczył pół miliona podpisów żydowskich dzieci, które nie miały tyle szczęścia, co on. - Te podpisy były jedynym świadectwem, że te osoby w ogóle istniały - mówi Samuel Ponczak. Zainwestował swój czas i pieniądze. Przekonywał do tego kolejnych ludzi. Z ich pomocą doprowadził do zdigitalizowania wszystkich 111 tomów. - Ja ich nie wróciłem do życia, ale wróciłem ich do pamięci – podkreśla.

Ryszard Schnepf, który też pomagał Ponczakowi, opowiada historię swojej krewnej. Kobieta jako niemowlę została oddana polskiej rodzinie. Po latach dowiedziała się, ze jest Żydówką, a jej matka zginęła w getcie. - Znaleźliśmy podpis jej mamy. Ten podpis jest jedyną pamiątką po tej najdroższej osobie - przyznaje.

Dziś - za zgodą Biblioteki Polskiej w Waszyngtonie - w Polsce zbiorami opiekuje się Ośrodek KARTA, który przypomina, że miliony podpisów to więcej niż pamiątka. To początek polskiej drogi do wolności. - Gdyby nie pokolenie tych 20-latków, którzy nie pamiętali zaborów i którzy wierzyli, że mają prawo do niepodległego kraju, my byśmy się przez komunizm nie przebili – stwierdza Zbigniew Gluza, prezes Ośrodka KARTA.

powrót do wydarzeń